Łódką Precyzyjnie, ale z rzutu też czasami się udaje...
Dodane przez Krzysztof Czepukajtys dnia 20-06-2009
news: Maro 1.JPG news: Maro 2.JPG

Zazwyczaj mam do dyspozycji około doby łowienia a kilkudniowe zasiadki w moim wypadku zdarzają się bardzo rzadko (czytaj dalej)

Treść rozszerzona
Tak też było 06 czerwca 2009 roku gdzie zaplanowałem pobyt nad wodą od północy do późnego wieczora następnego dnia. Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw podjąłem decyzję o wyjeździe na Rybnik. Nad wodą byłem ok 1.00 w nocy. Początkowo wziąłem pod uwagę betonowy brzeg po stronie zrzutu. Po spacerze wzdłuż brzegu i obserwacji wody stwierdziłem jednak, że chyba nie warto tym bardziej , że powolutku zaczęło zawiewać w kierunku drugiego brzegu. Szybka decyzja , nie rozbijam się jadę na drugą stronę. Na miejscu byłem około 2.00 i jak się okazało stojaki rozkładało, bądź miało rozstawione kilkanaście osób w tym miejscu nie byłem nigdy wcześniej.


news: Maro 3.JPG news: Maro 4.JPG


No cóż rozstawiam stojak przygotowuję sprzęt aby od 4.00 rozpocząć łowienie. Zakładam spodniobuty ustalam markerem odległość i głębokość połowu, przygotowuje stanowisko. Do wody wrzucam kilka kulek i sklejonych kul z kukurydzą../ jeszcze nie mam wędki odpowiedniej do rakiety / licząc również na złowienie przy okazji może okazałego leszcza. Ryby powolutku wychodzą , pokazują się nawet blisko brzegu, myślę sobie coś z tego będzie...

Ale powoli zbliża się godzina zarzucania zestawów i się zaczęło...przyjeżdża „gość” , który wybrał miejsce obok i z uporem maniaka zaczął tłuc kamieniem wbijając widełki.....kolejny z przyjezdnych włączył alarm w samochodzie....trzaskania klap i drzwi bagażników nie mają końca...obserwuję wodę, ryby jakby zeszły głębiej...

I w końcu jest godzina 4.00 wszyscy dookoła rzucają czekam chwilę jak sytuacja się rozwinie...i rozwinęła się wędkarz obok rzucił ponad 100 metrów sprężyną....szkoda tylko , że sprężyna leciała po zerwaniu żyłki...mówię ups....zdarza się każdemu pech...Nagle słyszę trach....i głośne k.....a..., ups... po lewej wędkarz został z kołowrotkiem i dolnikiem w ręce....no cóż zdarza się również ...pech...

Wreszcie moja kolej jeden zestaw w wodzie po chwili drugi...ale niedokładny zwijam poprawiam rzut w zanęcone miejsce...czekamy wszyscy wiatr mocniej wieje ryb już niestety nie widać wcale....po godzinie „gość” poprawia kamieniem widełki..nie ma co widzę , że ktoś złowił leszczyka ok 20 cm, drugi zacina ale pusto....rezygnuję z nęconego miejsca zwijam i przerzucam zestawy dalej, dorzucam kilka kulek bo sklejonymi kulami z ziarnem z procy nie dorzucę nie ma szans...mijają godziny powolutku ok. 10.00 z 20-stu wędkarzy zostaje obok mnie trzech.. Co dalej zastanawiam się czy ma sens czekać do wieczora? A jak sytuacja się powtórzy ? Niektórzy mówili , że jeszcze wieczorem przyjadą...przy czym wiatr też zmienił kierunek...mówię sobie dość..pierwszy raz w życiu stwierdziłem , że na Sierakach będzie chyba spokojniej, a jak nie to chociaż ryby tam są przyzwyczajone do hałasu.

Około 11.00 zbieram manatki i jadę po drodze do domu na łowisko „U Romana” tam jestem około 12.00 chciałem siadać od strony lasu w spokoju do wieczora, na miejscu jednak widzę jakieś zawody na całym upatrzonym brzegu . Hmm... co za pech dzisiaj...ale patrzę obok dębu stoi samochód Rafała, mówię sobie fajnie siądę gdzie się da chociaż porozmawiamy bo ostatnio widziałem go w marcu na zrzucie..za jakiś czas dojeżdża Dżedaj i Gras, na ploty wpadł też Arbuzz, no to już nie do końca ryby stracone dziś.

Wreszcie Rafał pokazuje swój nowy nabytek łódkę do wywożenia zestawów. Ponieważ zawsze chciałem taką mieć nie mogłem się oprzeć żeby wszystkim , którzy zaczynają karpiowanie pokazać jaka to sprytna zabawka i zrobiłem kilka fotek.


news: Maro 5.JPG news: Maro 6.JPG
news: Maro 7.JPG news: Maro 8.JPG
news: Maro 9.JPG news: Maro 10.JPG
news: Maro 11.JPG news: Maro 12.JPG

 

Co prawda pierwsze punktowe nęcenie Dżedaja nie do końca było pod tym krzaczkiem , który sobie upatrzył jednak zestaw zawsze był obsypany tym co zapakował do komory. Muszę przyznać , że jest to naprawdę pomocne , wielu karpiarzy na łowiskach komercyjnych / bo niestety gdzie indziej nam zabraniają przepisy/ korzysta z modeli spójrzcie na wyniki jakie osiągają na Pstrążnej pomagając sobie modelami, nie bacząc na możliwości wędkarza i parametry wędziska zawsze umieszczają zestaw pod drugim brzegiem obsypując go dokładnie jak gdyby używali materiałów PVA.

 

Ponieważ w miejscu w którym miałem zestawy zalegała warstwa mułu a zestawy były zakończone stosunkowo krótkimi przyponami, po każdym rzucie delikatnie podciągałem do góry zestawy aby siłą opadu nie pozostawały głęboko w mule chociaż na co dzień jestem przeciwnikiem jakiegokolwiek podciągania zestawu z uwagi na zahaczanie się roślinności...jednak na tym łowisku tego nie ma bo wszystkie luźne rzeczy są sukcesywnie wyczesywane przez setki sprężyn wędkujących.

Na przynętę zastosowałem bardzo dobrze spisujące mi się w tym roku kombinacje złożone z ziarna /sztuczna kukurydza/ kulki tonącej i kończącej włos pływającej kulki wszystko zdipowane w tanim dipie truskawkowym. Kombinacja ciekawa ale popatrzcie sami jak wygląda to pod wodą. Pierwsze sztuczne ziarno w moim odczuciu pełni rolę zabezpieczającej przed znacznym przesunięciem się tonącej do haka. Ponieważ wielokrotnie sprawdzałem po wodą z różnymi długościami włosa jak tonąca kulka bałwanka była oddalona od górnej o 5-10 mm w zależności od włosa a mi się akurat wydaje , że jeżeli ściśle przylegają do siebie to tworzą całość i są łatwiej wchłaniane przez ryby. Pewnie zastosowanie D'riga i stosownej gumki rozwiązałoby sprawę, jednak ja czasami w taki nieprofesjonalny sposób też łowię na zwykłych włosach.



news: Maro 13.JPG news: Maro 14.JPG
news: Maro 15.JPG news: Maro 16.JPG

 

 

Gdy już któryś raz z kolei mówiłem Grasowi, Dżedajowi i Rafałowi , że jeszcze chwilę i jadę do domu i ryby to raczej nie zobaczymy dziś , krótko przed osiemnastą gwałtowny odjazd i biegnę do wędki zacięcie i jest....

 

Popuszczam hamulec bo ryba jest mocna, po kilku sekundach jednak ryba się poddaje i mówię głośno ”może piątka” chociaż wyglądało to lepiej po zacięciu ...podciągam rybę bliżej przy brzegu a ona robi kilka kilkumetrowych odjazdów i parkuje w przyciętych przez właścicieli łowiska trzcinach ups...trochę jej widać chyba dycha...Dżedaj zanurza podbierak i jest, łącznie może 2-3 minuty holu i ryba na macie....nie ma wątpliwości jest dużo więcej...ryba dopiero na macie pokazuje, że jest silna nie zdążyła się wyszaleć w wodzie.......ważymy ją w worku do ważenia waga 17.5kg, Wszyscy obecni pomagają Rafał polewa cały czas rybę, robimy kilka fotek niestety z różnych przyczyn nie udaje się zrobić więcej zdjęć a sprawę i tak ratuje Gras robiąc zza pleców pozostałych zdjęcia, czyli nie ma do końca takiego zakończenia jakie powinno być ale cóż. Ryba wraca do wody, na koniec ważenie namokniętego worka – prawie 0.5 kg więc jest dobra siedemnastka.



news: Maro 17.JPG news: Maro 18.JPG

Ogólnie z dnia byłem zadowolony otrzymałem jeszcze później informację, że Dżedaj i Rafał pozostali na noc i złowili kilka sztuk, wywożąc i nęcąc łódką, jednak jak widać z rzutu też można rybę złowić.


Maro